Krzysztof Majewski

Czwartkowe popołudnie. Spotykamy się w krakowskiej galerii Stacja Badawcza Outsider Art. Krzysztof wyciąga białe, bawełniane rękawiczki i ostrożnie otwiera czarną teczkę. Stół zapełnia się jego pracami – czarno-białe głowy spoglądają na nas dużymi oczami.

Jak zaczęła się Twoja przygoda ze sztuką?

W gimnazjum plastycznym w 2009 roku. Bo niby gdzie miałbym pójść. W podstawówce to nawet targali moje prace. Wprawdzie profesorowi Kapturskiemu nie bardzo podobały się moje prace, bo rysowałem głównie samochody z wyobraźni, ale na szczęście pani Hofmann dostrzegła coś w moich grafikach. A później miałem nauczanie indywidualne i wtedy miałem dużo czasu dla siebie i…na choroby. Pierwsze moje grafiki komputerowe to były po prostu zeskanowane rysunki i odpowiednio obrobione. A prawdziwa grafika komputerowa zaczęła się niedawno. Pierwsze spotkanie z Photoshopem i Illustratorem miałem przy robieniu dyplomu z projektowania przestrzennego i wtedy trochę liznąłem tej grafiki.

Dlaczego głowy?

W mojej twórczości były różne tematy: architektura, pojazdy, no i oczywiście głowy. Trochę w tym wyborze ukierunkowała mnie profesor Grażyna Borowik-Pieniek. Poza tym głowy to człowiek.

Ale to głównie głowy męskie. Twoje?

Bo są mi bliższe portrety męskie, uosabiają człowieka walczącego, ryzykującego. Przez te portrety opowiadam pewne historie i te historie są mi bliższe z perspektywy męskiej.

Patrzę na te głowy i widzę przede wszystkim oczy…

W szpitalu jak brałem leki wszystko było dobrze. Nagle, po wyjściu zaczęło mi się dziać coś z oczami. Zdarza mi się to czasami. Z obrazu zaczęły mi się wyłaniać detale. Nazwałem to „rozszczepieniem obrazu”. Mam takie wrażenie, że widzę wszystko w detalach. Dlatego oczy w moich portretach są zawsze wyraziste.

Twoje głowy przypominają mi drzeworyty.

Badałem narzędzia programu jaki był zainstalowany na tablecie i jednym z nich była możliwość drzeworytnicza . Wcześniej kompletnie nie miałem styczności z drzeworytem.

Czy próbowałeś tradycyjnych technik jak malarstwo czy grafika?

Do malarstwa nie wracałem ponieważ w szkole nie szło mi dobrze i nie było takiego momentu w życiu kiedy bym powiedział:”Ale dobry obraz namalowałem”. Jeśli chodzi o grafikę to miałem przygodę po latach z rapidografem i zepsułem go, co mówi samo za siebie. Ale rysuję samochody i to w ilościach hurtowych. Kilka razy do roku mam taką ochotę i marnuję na to kilka kartek.


Czy doświadczenie kryzysu psychicznego ma wpływ na Twoją twórczość?
Przed kryzysem był okres złoty, twórczość nieskalana żadnymi chorobami czy krzywymi zwierciadłami. Później nastąpił kryzys. Czy kryzys miał wpływ? Wszystkie historie, które teraz opowiadam płyną właśnie z kryzysu psychicznego. Sięgam do kryzysu jako do źródła inspiracji. Jest moim kołem napędowym.


A więc wyszedłeś z kryzysu zwycięskiego? Nie był to kryzys wyjaławiający?

Na początku było ciężko, chciałem wywołać coś twórczego, ale kompletnie mi to nie wychodziło. Dopiero teraz, jak zyskałem dystans, ten kryzys stał się owocny.

Czy twórczość sprzed kryzysu była inna, mniej wartościowa Twoim zdaniem?

Na pewno była dalsza od człowieka. Po prostu była miła.

Masz ulubionego artystę?

Jest ktoś taki, mało znany, wizjoner. Rzeźbi, projektuje rzeczy codziennego użytku, samochody, tiry…

Twoim pracom towarzyszą często teksty pod tytułem „Nacodziennik”. To rodzaj pamiętnika?

Pod wieloma tytułami dodawałem cyfrowe albumy z moją poezją. Codziennie coś się zdarza dlatego tak go nazwałem – „nacodziennik” chociaż nie piszę codziennie. Najlepiej to widać po Instagramie – jest dużo grafik i nagle pojawia się tekst. Wcześniej było więcej tekstów a mniej grafik. Rozliczam się z życia, opisuję to, co się wydarza.

Co lubisz?

Lubię rysować, codziennie, po prostu lubię. Z pisaniem mogę skończyć, nie mogę przestać rysować. Tak naprawdę liczą się pierwsze linie, a następne posunięcia to już technika. Ale z każdej pracy chcę wyjść obronną ręką. Pamiętam w szkole mieliśmy zajęcia z rysowania piórkiem i tuszem, zawsze powstał jakiś kleks, krzywe linie, plamy, a w komputerze wszystko da się zmienić. Ale w szkole była też inna ręka, teraz też jest inna i jak próbowałem osiągnąć takie efekty jak w 2012 roku nie wychodziło, nie ta precyzja, nie ta koordynacja. Tablet stał się dla mnie czymś idealnym. Dziś komputer rządzi moją sztuką.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *