Władysław Wałęga (1940)

Czy można wymyślać obrazy i opisywać je w zeszycie? Wałęga zgromadził siedem zeszytów
obrazów, które mogłyby powstać, gdyby był malarzem i znalazł się w innym miejscu, a nie w więzieniu. Malowanie w wyobraźni było antidotum, ucieczką od otaczającej go wówczas rzeczywistości. Wcześniej nie było wcale lepiej: urodzony w krakowskim Podgórzu, w mrocznym czasie niemieckiej okupacji, pozbawiony rodziców, ocalał ukrywając się przed gestapo. Ojciec zginął w Oświęcimiu, matce udało się przeżyć wojnę. Trafił do sierocińca, gdzie spędził dzieciństwo. Późnej musiał się sam zatroszczyć o siebie: pracował na kolei, w piekarni, w zakładzie stolarskim. Był też ładowaczem i konwojentem. Marzył o lepszym życiu, a takie mógł być tylko na Zachodzie. Ucieczka nie udała się i trafił do zakładu poprawczego. Stąd był już tylko krok, by znaleźć się w celi więziennej. Zaprotestował próbą samospalenia na sali sądowej.

Gdy wyszedł na wolność, był wyczerpany psychicznie więc trafił do szpitala psychiatrycznego w Kobierzynie pod opiekuńcze skrzydła psychiatry Andrzeja Kowala, który wierzył, że sztuka może uratować człowieka. Zaczął malować i tak już zostało do dziś…W 1998 roku doznał poważnego urazu mózgu i pojawiły się zaburzenia poznawcze, a wraz z nimi zmiana stylu. Dzięki rehabilitacji wyzdrowiał.

Ciekawą część oeuvre stanowią jego autoportrety. Jeden z nich przedstawia Wałęgę z otwartą, jak gdyby rozpłataną głową. Twarz artysty emanuje surowością i spokojem. Oczy o przenikliwym spojrzeniu mocno wbijają się w widza. Płaty skóry rozciągają się po obu stronach głowy, tworząc strukturę podobną do skrzydeł. Jego czaszkę wieńczy nienaturalnie duże oko. Autoportret wizjonera, szamana i filozofa? W twórczości Wałęgi znaleźć można dużo takich zawiłych, trudnych do odszyfrowania treści, bo obrazy Wałegi to świat utkany z wizji, snów, wspomnień, być może marzeń; pełen symboli i znaków, świat opierający się interpretacji – co chciał nam powiedzieć…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *