Karolina Oczkowska

Karolina zawsze była dla mnie zagadką. Dlaczego zawsze? Bo znamy się od lat i razem studiowałyśmy historię sztuki. Ale mijałyśmy się na zajęciach, zamieniając ze sobą zazwyczaj kilka słów. I tak naprawdę dopiero teraz miałyśmy okazję do długiej i szczerej rozmowy, nie tylko o Jej twórczości. Na wszystko widać przychodzi odpowiedni czas.

Karolina, od czego zaczniemy?

Może na początek najtrudniejsze – zmagam się z zaburzeniami lękowymi i emocjonalnymi. Przejmowałam się kiedyś, że biorę leki antydepresyjne, że musi być ze mną całkiem źle. Ale to jest normalne, że się leczysz, jak masz z czymś problemy. Masa ludzi bierze teraz leki, ale myślę, że ważne jest jednoczesne korzystanie z pomocy psychoterapeutów, w przeciwnym wypadku po odstawieniu leków czasem problemy mogą wrócić. U mnie tak było. Teraz dobrze się czuję, ten rok był rokiem przemian, widzę, że coś się zmienia w moim życiu i cieszę się z tego. W lutym ubiegłego roku ukończyłam studia pedagogiczne. Było to potrzebne, bo pracowałam w świetlicy jako wychowawca. Interesowała mnie praca z dziećmi, dlatego studia pedagogiczne były dla mnie ciekawe, przeżyłam szok, że studia mogą tak wyglądać. Lepiej się czułam na tych studiach niż na historii sztuki. Nie lubiłam ani swojego liceum, ani studiów. Chciałam iść do szkoły plastycznej, chciałam być na Akademii Sztuk Pięknych, chciałam studiować grafikę…

Czujesz się artystką?

Teraz mogę powiedzieć – tak. Wcześniej wypierałam to. Nie mam wykształcenia i to mnie uwierało. W momentach załamywania się jeśli chodzi o twórczość, zawsze pierwszy argument był: nie masz wykształcenia, nie masz dyplomu ASP. Ale to wynikało też z mojego braku poczucia własnej wartości. Nieprawdą jest, że musisz mieć ten dyplom. Twórczość rozumiem bardzo szeroko. Artysta to ktoś, kto tworzy, a tworzyć można na wiele sposobów, nie tylko plastycznie. Kucharze też tworzą, też mogą być artystami.

Jak zaczęła się Twoja przygoda ze sztuką?

Zaczęłam rysować w dzieciństwie. Bardzo dużo wtedy chorowałam – pół podstawówki przesiedziałam w domu i … zaczęłam rysować. Mama rysowała jakieś księżniczki, roślinki i bardzo mi się to spodobało więc sama zaczęłam gryzmolić po książkach. I tak mi zostało. Miałam swoje zeszyty z rysunkami. Ale teraz widzę, że to był też mój sposób na przyciągnięcie uwagi innych ludzi. Pokazywałam często swoje prace w klasie i słyszałam – fajnie to namalowałaś i wtedy czułam się doceniona. To trwa do dziś i chyba mnie motywuje. Ze pokazuje ludziom moje prace. W liceum pamiętam, że mama mnie zapytała na jakie na jakie chcę iść studia a ja nie wiem, lubię rysować. Przez rok chodziłam na kurs rysunku, który prowadzili artyści z ASP, ale tam tylko rysowałam, nie próbowałam innych technik więc nie stworzyłam potrzebnej do egzaminu na ASP teczki więc nie przystąpiłam do egzaminu na Akademię.

I zaczęłaś studiować historię sztuki…

Tak, znalazłam te studia na Uniwersytecie Papieskim w ramach Ochrony Dóbr Kultury. Miały tam być specjalizacje, które przewidywały możliwość tworzenia. I pamiętam ten pierwszy dzień – rozpoczęcie roku akademickiego, kiedy okazało się, że właśnie je zlikwidowano. Zdecydowałam się jednak zostać, bo wyprowadziłam się od rodziców i przeniosłam się do Krakowa. Ciągnęłam te studia, ale bardziej dla rodziców, nie chciałam ich zawieść. Studia skończyłam, ale dalej tworzyłam, miałam w sobie potrzebę wyrażania siebie. Miałam taki okres, kiedy tworzyłam bardzo mroczne rzeczy, teraz nie podobają mi się. Były mroczne, bo sama tak się czułam: ciągłe było coś nie tak we mnie i to się pojawiło w mojej twórczości. Teraz jest dużo lepiej. Ale to wszystko bardzo się zmieniło. Cztery lata temu przeżyłam „nawrócenie” i odrzuciłam rzeczy, które tworzyłam wcześniej. Chciałam robić piękne rzeczy, żeby ludzie dobrze się czuli, oglądając je.

Pracujesz z dziećmi…

Od czterech lat, robię z nimi różne takie artystyczne warsztaty i to jest fantastyczne. Sprawia mi dużą radość. Daje im pełną swobodę – nigdy nie mówię, że mają narysować coś konkretnego, akceptuję wszystko i tworzę razem z nimi. Lubię podejście dziecka do sztuki – robią coś i nie zastanawiają się, jak to będzie potem wyglądać, tylko zanurzają się w proces twórczy. To jest dla mnie bardzo fajne doświadczenie – liczy się ten proces a nie tylko efekt. Ja też byłam wcześniej nastawiona na efekt – żeby praca była ładna, estetyczna, a to ogranicza. Podejście dzieci dało mi większą wolność we własnej twórczości. No a potem słyszę, że warsztaty były super.

Jak nazwać Twoje prace? – Czy można je zaliczyć do grafiki?

Trudno powiedzieć. Grafika jest bardziej warsztatową techniką, ilustracja jest znowu związana z tekstem. Nie wiem, jak to określić zwłaszcza, jak się studiowało historię sztuki: z jednej strony masz wiedzę, a z drugiej sam jesteś twórcą i próbujesz się określić. Najbardziej lubię rysunek czarno-biały, dość precyzyjny albo akwarele. To są moje najbardziej ulubione techniki: rysunek cienkopisem kreślarskim i akwarela z pisakiem olejnym.

Skąd czerpiesz inspiracje?

Głównie z natury. Kocham przyrodę, rośliny zwierzęta. Uwielbiam chodzić na spacery do lasu. Czerpię też inspiracje od innych artystów – głównie w kwestii techniki. Na przykład tusze alkoholowe – zainspirowałam się tą techniką rok temu, teraz jest dość popularna u nas. Używa się ich na specjalnym papierze fotograficznym: tusz się na nim rozlewa i układa się w różne organiczne kształty. Można kartkę przechylać, używać suszarki… Wcześniej interesowałam się też pouringiem – wtedy ta technika w ogóle nie była popularna w Polsce. Wymaga niestety dużo materiałów, dużo farby i mediów. Tworzą się wtedy bardzo ciekawe organiczne kształty. Uwielbiam je.

Wróćmy do prac z Twojego mrocznego okresu…

Zdecydowałam, że nie będę więcej takich tworzyć. Chcę robić ładne rzeczy. Słyszę od ludzi, że gdy oglądają moje prace, czuję nadzieję i to jest to. Wtedy cieszę się, że mogłam dać coś, co jest życiodajne. Ale mam w sobie cały czas te trudne emocje. Nie chcę ich jednak przekazywać dalej, za dużo jest tego mroku w świecie i nie chcę się dokładać. Moja terapeutka powiedziała, żebym spróbowała stworzyć mimo wszystko coś takiego, co mi pozwoli wyrazić te trudne emocje i spróbowałam… Wyszło strasznie i nie pokażę tego, bo one nie dają nadziei. Oczywiście to nie jest tak, że od razu wpada się w depresję oglądając takie rzeczy, ale na razie nie jestem gotowa, żeby tworzyć i pokazywać, to co mnie gryzie. To jest trudne dla mnie. To, co robię teraz, też jest autentyczne – optymistyczna wizja – słyszę od innych ludzi. Może jest nam wszystkim potrzebna…

A Twoje plany na przyszłość?

Chciałabym założyć firmę artystyczną. Chciałabym się skupić na malarstwie ściennym, wielkoformatowym czyli na muralach. Może zacznę tworzyć ilustracje na tkaninach. W muralach pociąga mnie wielkość projektu i sama praca nad nim daje dużo satysfakcji. Murale zazwyczaj maluje się w zespole, coś się wtedy dzieje, podchodzą inni ludzie, są zaciekawieni, tym co robimy. Trzeba też włożyć, Dużo pracy fizycznej, ale czujesz, że to ma sens.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *