Jarosław Wojtyna

Dlaczego Pan maluje?


Na początek sprostowanie – nie maluję a rysuję. Rysunek jest tą gałęzią sztuk plastycznych, najbardziej fundamentalną dla rzemiosła i interpretacji zjawisk, która mnie interesuje i w której czuję, że znalazłem swoje miejsce. Sztuka przynosi nam odpowiedzi na wrażenia o świecie – stąd u mnie dążność do umieszczenia w przestrzeni swoich śladów, zgodnych z tym jak moje postrzeganie świata wyjmuję z niego te fragmenty, które są częścią tego, co o oczywistościach możemy powiedzieć. Ubogacając tę całość, w której żyjemy o obiekty sztuki, dla odbioru przez widza- nasza codzienność staje się ciekawsze. Po prostu bardzo chcę, żeby było ładnie.

Czy Pana twórczość ma związek z przebytym kryzysem psychicznym?


Mam zdiagnozowaną schizofrenię. Cierpię na nadmiar objawów wytwórczych, a w stanach bez psychoz występują pseudohalucynacje, właściwie cały czas i to od dzieciństwa. Moja twórczość nie ma charakteru chorobowego – o czym świadczą same prace, zarówno ich różnorodna tematyka jak i wykonanie – warsztat był ćwiczony, rozwijany i doskonalony właściwie od najmłodszych lat. Odpowiadając krótko na pytanie – moja twórczość nie ma nic wspólnego z przebytymi epizodami. Tylko tyle, że byłem źle leczony i wówczas nie czytałem ani nie rysowałem. Doprowadzono mnie do stanu, w którym nie mogłem podnieść się z łóżka. Trwało to dziesięć lat.

Często Pana prace przypominają witraże o intensywnych kolorach. Czy mógłby Pan coś więcej o tym powiedzieć?


W moich pracach kolor jak i kreska mają równorzędne znaczenie. Tworzę na przestrzeni papieru obiekty składające się z figur (nie lubię plamy i nie umiem się nią posługiwać) i wypełniam je kolorami dla urozmaicenia tego co można w ich obrębie zobaczyć. Wrażenie witrażu związane jest z umiejętnym zestawianiem kolorów i tym, że w moich pracach niemal zawsze występuje mocno zaznaczony kontur. Myślę, że to wyróżnia moją twórczości – rozbijanie na fragmenty i za pomocą koloru łączenie ich w większe całości składające się na obiekt.

W Pana witrażowym świecie często pojawiają się kobiety.


Są wdzięcznym tematem – mają swoje miejsce w kanonach tego co uznajemy za zachwycające. Moje panie są zawsze ubrane, to nie tylko większe bogactwo barw – ukryta doskonałość jest bardziej intrygująca. Kobiety są dopełnieniem męskiego świata i co więcej, są jego treścią.

Pana prace były już wystawiane. Ma Pan jakieś plany na przyszłość?


Tak, było 9 wystaw w miejscach upowszechniających kulturę w Krakowie. Oczywiście, chcę nadal uprawiać swój ogródek sztuki i rozwijać warsztat; poprzez sztukę świat przedstawiać i zrozumieć go. Chcę ugryźć tego antroposa, chcę go we własnym świecie podgryźć. Ogólnie chcę żeby było pięknie, twórczo i ciekawie… Mam nadzieję, że będą kolejne wystawy i moja sztuka znajdzie szerokie grono odbiorców.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *